Brody

Nie trzeba zbyt dużo czasu, żeby rozsmakować się w pałacowym założeniu w Brodach. Nic nie szkodzi, że czasy świetności pałacu, otaczającego go parku i majestatycznych ulic prowadzący do siedziby rodziny Brühlów minęły dawno i przynajmniej na razie nic nie wskazuje, by tę świetność mogły szybko odzyskać. Architektoniczny kunszt twórców tej niezwykłej realizacji wyziera z każdego kąta niewielkiej i niezbyt bogatej miejscowości, dla której pałac jest jednocześnie powodem do dumy, wyrzutem sumienia i symbolem bezradności, bo przy najlepszych chęciach mała, niezbyt zasobna gmina może naprawdę niewiele.
Prywatni inwestorzy próbują zajmować się ruinami pałacu i z pewnym sukcesem administrują zachowanymi w niezłym stanie oficynami, parafia dba o po-protestancki kościółek z klimatycznym wnętrzem, a gmina patronuje pracom zmierzającym do uporządkowania pełnego tajemniczości, ogromnego, rozciągającego się wokół jeziora, parku, ale to tylko kropla w morzu potrzeb.
O muzycznych losach miejscowości nie wiemy zbyt wiele, ale wiele możemy się domyślić, wiedząc jak funkcjonowały inne dwory, a przede wszystkim mając sporo informacji na temat roli jaką Brody odgrywały w czasie, gdy ich właścicielem był hrabia Henryk Brühl jeden z najbardziej wpływowych, jeśli nie najbardziej wpływowy, człowiek na dworze saskim, a więc także i polskim. Pałac w Brodach wybudowany został przez niego w połowie XVIII wieku i zanim nie uległ zniszczeniu w czasie wojny siedmioletniej przez kilka lat był miejscem, w którym regularnie pojawiała się elita drezdeńska, ale też prawdopodobnie warszawska. Nie było tego typu miejsc bez muzyki i możemy śmiało założyć, że w Brodach gościli najlepsi muzycy działający wtedy w stolicy Saksonii, a był to czas, gdy drezdeńską orkiestrą kierował Johann Georg Pisendel, uczeń Telemanna i Vivaldiego. Wcześniej działali tam tak wielcy muzycy i kompozytorzy jak Veracini, Heinichen, czy Zelenka. Zespół uchodził za najlepszą orkiestrę w Niemczech, a niektórzy twierdzili wręcz, że w całej Europie. Tym, co wyróżniało go spośród wszelkich innych orkiestr działających w tym czasie, był artystyczny kosmopolityzm – w zespole obok Włochów, Francuzów, Niemców byli Polacy, Czesi, Słowacy i przedstawiciele innych europejskich nacji. W Dreźnie roiło się też od doskonałych śpiewaków, a najnowsze trendy muzyczne docierały tutaj błyskawicznie.
Hrabia Brühl odkupił Brody od rodziny Watzdorfów, którzy wcześniej nabyli te włości od Promnitzów, którą główną siedzibą były już wtedy Żary. Tam też w roku 1704 pojawił się Telemann, ale w drodze z Lipska towarzyszył mu nie kto inny, jak Andreas Gottlob von Maks, właściciel Jezior Dolnych, niewielkiej wsi sąsiadującej z Brodami. Możemy uznać za rzecz bardziej niż pewną, że młody kompozytor miał nie jedną okazję, by pojawiać się w tych okolicach. Telemann nie widział też kościoła i pałacu w Bieczu w ich dzisiejszej formie, które powstały, gdy kompozytor mieszkał już w Hamburgu, ale to, co istniało na ich miejscu wcześniej mógł przecież znać.
Na Ziemi Lubuskiej jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że zamiast pewnych i udokumentowanych informacji, musimy bez przerwy snuć przypuszczenia oraz stawiać hipotezy. Może to trochę smutne, ale z drugiej strony jakże inspirujące.