Dzierżoniów

Historię uchwycić jest nam łatwiej, gdy jest czarno-biała: dobrzy i źli, mądrzy i głupi, panowie lenni i wasale, katolicy i protestanci, bogaci i biedni, zwycięzcy i pokonani. Taką historię spotykamy w podręcznikach, gdzie stuleciu poświęca się niezbyt długi rozdział, a ilustracją dorobku kulturowego epoki jest kilka zdjęć z jednozdaniowymi podpisami.

Na szczęście rzeczywistość nie była aż tak lapidarna i uboga. Świat miniony był tak samo złożony jak nasz, a może nawet jeszcze bardziej, bo co prawda uzyskujemy perspektywę, z której możemy mu się lepiej przyjrzeć, ale jednocześnie tracimy dostęp do informacji, w oparciu o które możemy historię opisywać, a lepiej byłoby powiedzieć, że tworzyć.

Zachodnia i południowa część dzisiejszej Polski to świetny przykład krainy, w której niczego nie możemy uznać za oczywiste i opisywalne przy pomocy czarno-białych dychotomii.

W czasach, gdy w tych stronach przebywał Telemann wszystko było już i tak, pomimo toczącej się właśnie wojny, bardziej uporządkowane i klarowne niż w okresie od średniowiecza do połowy XVII wieku.

Wszystko, co wydarzyło się wcześniej pozostawiło wszakże swój niezatarty ślad. Nawet burzone po wielokroć miasta zachowały swoje oryginalne układy urbanistyczne. Potężne mury obrone, i nie dające się tak łatwo zburzyć kościoły, do dziś oznajmiają nam dumnie, kto był ich architektem i twórcą – mistrzowie niemieccy, czescy, włoscy. Przetrzebione przez dzieje archiwa i sztuki wizualne oraz zachowane obiekty kultury materialnej dają nam wgląd w życie i strukturę społeczną z ich nieustanną zmiennością i zaskakującym bogactwem.

Telemann pracował w wyjątkowo kosmopolitycznym otoczeniu. Jego żarska i pszczyńska kapela, podobnie jak słynna orkiestra działająca na dworze w Dreźnie, miała w składzie muzyków z różnych stron Środkowej Europy. To, że mówili różnymi językami nie było jednak niczym dziwnym ani wyjątkowym. Międzynarodowa orkiestra odbijała po prostu społeczną rzeczywistość.

Zapraszając Telemanna do odwiedzenia Dzierżoniowa, w którym może był, a może wcale nie, symbolicznie wskazujemy na ten jakże ważny kosmopolityczny rys jego życia i twórczości. Ukształtował on niewątpliwie jego styl muzyczny i był obecny w jego twórczości także wtedy, gdy osiadł już w Hamburgu, gdzie wszystko stało się nagle jednorodne, a więc, powiedzmy szczerze, trochę nudne.