Głogów

W filmach dokumentalnych pojawiają się czasem sceny fabularyzowane. Zwykle opatrzone są informacją, że to zaledwie rekonstrukcje, których zadaniem nie jest wcale oddanie prawdy, a jedynie jej przybliżenie. Nie należy ich więc traktować dosłownie, bo, na przykład, chociaż zbroje, które oglądamy na ekranie są prawdziwe, to nie wiadomo, czy akurat w tej konkretnej sytuacji rycerze nosili właśnie takie. Wiemy, że bohater filmu podróżował karetami, ale nie wiemy, czy te, które widzimy w inscenizacjach mogły być kiedykolwiek środkiem transportu, z jakich korzystał. Autorzy filmu proponują nam po prostu pewną konwencję, a my możemy na nią przystać albo skorzystać z pilota i uwolnić się od męczących myśli, czy tak mogło to wszystko wyglądać. Film fabularny nie wywołuje większych kontrowersji (z wyjątkiem purystów), ale film dokumentalny z definicji jest formą opowiadania, które chce być prawdziwe, czy warto zatem posługiwać się w nim środkami, o prawdziwości których nie potrafimy rozstrzygnąć.

Kiedy jesteśmy w Głogowie i zaczynamy mu się dokładniej przyglądać, co chwilę musimy zastanawiać się, czy otacza nas świat prawdziwy czy inscenizowany. To właściwość wszystkich miejsc, które ucierpiały w tak wielkim stopniu w czasie ostatniej wojny i podjęły wysiłek odbudowania swojej historycznej infrastruktury w sposób dosłowny (prawdziwy) lub mniej dosłowny (przybliżony). Miasto musi żyć i odpowiadać potrzebom dzisiejszego społeczeństwa. Odbudowanie go w postaci idealnie wiernej oryginałowi (pomijając pytanie, czy to w ogóle możliwe) mogłoby mieć pewną wartość sentymentalną, ale to nie tylko mury, ale przede wszystkim życie, które się w nim toczy.

Tak jak urbaniści z odbudowanymi miastami, a filmowcy ze swoimi fabularyzowanymi dokumentami, tak z muzyką barokową postępują dzisiejsi jej wykonawcy. Jest w ich interpretacjach dużo prawdy historycznej, ale jest też sporo świadomie stosowanych przybliżeń, uogólnień i metafor. Nigdy nie zweryfikujemy bowiem do końca tego, czy grając muzykę Vivaldiego, gramy ją bardziej jak Vivaldi, czy bardziej jak Bach – nasza inscenizacja jest tylko propozycją, jedną z wielu możliwych.

Nie zweryfikujemy też nigdy bardzo prawdopodobnego, ale jednak tylko przypuszczenia, że Telemann był w Głogowie przy okazji podróży, które odbywał z Żar do Warszawy i na Śląsk. Bitwa pod Wschową w 1706 wywołała w jego życiu spore turbulencje, ponieważ część żarskiego dworu Promnitzów znalazła się w Pszczynie, a druga, bojąc się szwedzkich represji uciekła z Żar do Frankfurtu nad Odrą i Berlina. W ramach inscenizacji możemy sobie wyobrazić Telemanna przeprawiającego się w panice przez Odrę właśnie w Głogowie i próbującego przedostać się dalej na Zachód. Mało prawdopodobne, ale może jednak jest tym ziarno prawdy.

Telemann w Głogowie to fabularyzowany dokument, który pomaga nam spojrzeć na historię, ale przy okazji i ponad wszystko, wkomponowywać jego muzykę w nasze życie zawieszone między rekonstruowaną z wysiłkiem historią a konstruowaną z nadzieją przyszłością.