Na pograniczu

Wygasła ważność mojego dowodu osobistego i paszportu. Powinienem był to zauważyć i na czas zareagować, ale nie zauważyłem. Dobrze, że nie próbowałem w tym czasie przekroczyć jakiejś granicy, bo mogłoby się to skończyć większą awanturą. Nawet, gdyby udało mi się gdzieś dotrzeć, to wcale nie jest już takie pewne, że nie wpadłbym w tarapaty w drodze powrotnej.
Ten problem w XVII i XVIII wieku nie występował. Przemieszczanie się wzdłuż i wszerz Europy pod względem formalnym było dużo prostsze niż dzisiaj, a paszporty wprowadzono dopiero w XIX wieku. Większe kłopoty mieli biznesmeni, bo żeby przetransportować towary z jednego miejsca do innego i jeszcze na tym zarobić, trzeba było uiścić wiele rozmaitych opłat ściąganych przez każdego, kto był w stanie taki pobór wyegzekwować.
Europa była bardzo mobilna, zmienna, kolorowa i niewiele miała wspólnego z obrazem szczelnie zamkniętych państwa narodowych, których idea pojawiła się zresztą stosunkowo późno. Jeśli ktoś chciał poznawać świat i mógł sobie na to pozwolić, nie było większych trudności, by przemieszczać się z miejsca na miejsce. W Europie wiedziano zatem o sobie nawzajem dużo więcej, niż moglibyśmy przypuszczać, chociaż dla większości była to wiedza raczej z drugiej ręki.
Tak zresztą działo się od średniowiecza. Zestawienia nazwisk studentów i profesorów największych europejskich uniwersytetów to prawdziwa Wieża Babel. Nie ma praktycznie miejsca w chrześcijańskiej Europie, z którego nie docierano by na uniwersytet paryski, czy w jeszcze większym stopniu na uniwersytety włoskie.
Szczególnie interesujące były pogranicza, których nie powinniśmy wszakże rozumieć w dzisiejszym znaczeniu. Pogranicze było w mniejszym stopniu miejscem zetknięcia jednostek administracyjnych, a w większym przestrzenią przenikania się różnych kultur, tradycji, religii i języków. Jak to zwykle na pograniczach bywa, różnice kulturowe budziły wzajemne zaciekawienie, ale bywały źródłem konfliktów. Dla podróżnika były miejscem fascynującym, ponieważ zmiany, które mógł obserwować następowały na odcinku zaledwie kilku kilometrów. To jest dokładnie to, czego doświadczamy dzisiaj, kiedy przechodzimy przez most graniczny w Cieszynie, Słubicach, Gubinie albo Zgorzelcu. Kilkaset metrów zmienia wszystko.
Mieszkańcy pogranicza nie są jednak typowymi przedstawicielami swoich społeczeństw. Znają swoich sąsiadów, rozumieją ich język, a przede wszystkim z nimi współpracują. W czasach, kiedy linia graniczna miała charakter umowny, przestrzeń do przenikania się różnych społeczeństw była wyraźnie szersza, zwłaszcza, gdy nie oddzielały ich trudne do sforsowania przeszkody naturalne.
Cztery lata pobytu Telemanna w Żarach, a okazjonalnie także na Południu dzisiejszej Polski zmieniły go z czystego Saksończyka w człowieka pogranicza, a więc kogoś, kto otwiera się na inną kulturę, nawet jeśli wydaje mu się z początku egzotyczna, a może nawet całkowicie obca.
Inna sprawa, że każdy muzyk, który nie zamyka się w świecie estetyki kultywowanej w jego najbliższym kręgu jest z najgłębszej natury sztuki muzycznej człowiekiem pogranicza. Jednak nawet, gdyby muzyka chciał się odseparować od świata, nie pozwolą mu na to słuchacze. Oni są też ludźmi pogranicza, do których kosmopolityczne piękno przemawia silniej od lęków i uprzedzeń.
Telemann – Niemiec, Włoch, Francuz, Czech, Słowak, a może Polak?
 
CZ