Nasz Telemann

Bywa, że rocznice, które obchodzi muzyczny świat stają się prawdziwym przekleństwem. Z wieloletnim wyprzedzeniem wiadomo, czyjej muzyki będziemy słuchać, w którym roku i nie ma od tego ucieczki. Obchody mniej czy bardziej okrągłych rocznic urodzin lub śmierci słynnych kompozytorów mają w zamierzeniu popularyzować ich twórczość, ale często po zakończeniu takich wielomiesięcznych celebracji jedyne o czym marzymy, to posłuchać w końcu czegoś zupełnie innego. Przesada i brak umiaru zniechęcają nas bardziej niż zachęcają. Tak jest w większości wypadków.
Zdarzają się jednak sytuacje wyjątkowe. Rocznica bywa okazją, by pokazać światu kompozytora, o którym nikt wcześniej nie słyszał albo powalczyć o uznanie dla twórcy, którego historia potraktowała po macoszemu. 250 rocznicę śmierci Jerzego Filipa Telemanna należałoby zaliczyć do tej drugiej kategorii.
Telemann należy do najpopularniejszych kompozytorów epoki baroku, ale nawet dobrze zorientowani melomanii będą mieli duże trudności, by wymienić z pamięci taką liczbę jego dzieł, jaką od ręki wyliczą w przypadku Bacha, Händla czy Vivaldiego. Złożyło się na to wiele przyczyn. Być może Telemann nie był aż tak wybitnym twórcą jak choćby wymieniona trójka, ale w swych najlepszych dziełach na pewno im nie ustępował. Był kompozytorem eklektycznym, a jego styl zmieniał się na przestrzeni lat, co utrudniało jednoznaczną identyfikację i klasyfikację jego muzyki. W pewnych dziedzinach, jak suity orkiestrowe czy muzyka kameralna był wielkim mistrzem, w innych po prostu bardzo dobrym kompozytorem. Dużej części jego spuścizny wciąż nie znamy, więc rocznice to świetny pretekst, by ją przedstawić nie powtarzając się i nie powielając wcześniejszych obchodów.
To jednak, co wyróżnia Telemanna w sposób wyjątkowy, to jego otwartość na różnorodne inspiracje, które dla wielu jego słynnych kolegów były albo mało interesujące albo po prostu niezauważalne. Telemann przyglądał się światu z ciekawością i entuzjazmem, a jego przygoda z muzyką polską i szerzej słowiańską to doskonały tego przykład.
Jeśli, pomimo wszelkich zastrzeżeń dotyczących nieustannego obchodzenia jakichś rocznic, decydujemy się na poświęcenie Telemannowi dużego cyklu koncertowego, to robimy to także w tym celu, by podkreślić znaczenie otwartości, ciekawości i entuzjazmu w poznawaniu i rozumieniu świata. Nie tylko dlatego, że zafascynowany był muzyką polską, ale również dlatego, że uczy nas do dziś, jak patrzeć na egzotyczne kultury muzyczne, warto wykonywać jego muzykę i słuchać ją przy każdej możliwej okazji, no i dobrze mieć tyle prawdziwych pretekstów, by móc o nim powiedzieć, że w jakimś sensie Telemann jest też trochę nasz.
 
CZ