Ochla

Ochla byłaby zwykłą podzielonogórską wsią, gdyby kiedyś komuś nie wpadło do głowy, żeby przenieść tutaj zabytkowe chałupy, dzwonnice, wieży i całe zagrody z terenu Ziemi Lubuskiej, Łużyc, Dolnego Śląska, Wielkopolski, a nawet Bukowiny. W ten sposób powstało jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w tej części Polski. Odrealnione, bo powstałe w wyniku wyrwania poszczególnych obiektów z ich prawdziwego kontekstu, ale zarazem, w magiczny sposób realne, bo uzupełniające architektoniczny i duchowy krajobraz naszych stron o to, czego brak odczuwamy patrząc na tracące swój charakter wsie i miasteczka.
Kluczem do zrozumienia znaczenia podzielonogórskiego skansenu jest to, co nazwałem „krajobrazem duchowym”. Ziemia Lubuska jest miejscem, którego tożsamość jest de facto zbiorem tożsamości silnie zróżnicowanych społeczności, które pojawiły się tutaj po II wojnie światowej i tych wszystkich społeczności, które stąd po II wojnie światowej zniknęły zostawiając swój dorobek materialny, ale także duchowy ślad swojej kultury. W tych stronach to w gruncie rzeczy nic nowego, bo granice na Ziemi Lubuskiej zmieniały się przez stulecia często i brutalnie.
Skansen w Ochli, chociaż pozornie przedstawia obiekty kultury materialnej, jest w rzeczywistości opowieścią o wędrówkach ludzi, czasami w obrębie kilkudziesięciu, najwyżej kilkuset kilometrów, ale w kilku przypadkach o wędrówkach prowadzących znacznie dalej, np. na tereny dzisiejszej Ukrainy, Słowacji, Węgier czy Rumunii.
Kiedy zestawimy etnograficzne spojrzenie na historię społeczności zamieszkujących dzisiaj Zachodnią Polskę z tym, co pisał w swoich autobiografiach Jerzy Filip Telemann uzyskamy intrygującą syntezę. Piękne, wywołujące nostalgię chałupy i zagrody zamieszkiwane przez meble i muzealne eksponaty, wypełnią się gwarem ludzkich głosów, dźwiękami instrumentów, przyśpiewkami i tupotem butów wirujących w tańcu. Regularny rytm basów i bębna, proste melodie skrzypiec przeradzające się w niekończące się improwizacje.
W Ochli widzimy Środkową Europę, ale jej nie słyszymy. W muzyce Telemann słyszymy dawną Polskę, dawne Niemcy, Czechy, Morawy, Słowację, ale ich nie widzimy. Najwyższy czas, by oczy i uszy mogły się spotkać i jeszcze głębiej zajrzeć w ducha tych stron i duszę tych, którzy tutaj mieszkali i wciąż przecież mieszkają.