Żary

Kiedy miłośnik muzyki Telemanna podążający jego śladami po Ziemi Lubuskiej mija tabliczkę z nazwą „Żary” przeżywa nagły przypływ adrenaliny. Co prawda w przypadku kompozytorów nie możemy spodziewać się bezpośrednich i rozpoznawalnych odniesień do miejsc, w których przebywali, co jest tak oczywiste, gdy w grę wchodzą przedstawiciele sztuk plastycznych, ale gdzieś w tyle głowy błąka się myśl, że nawet po krótkiej wizycie usłyszymy w muzyce naszych bohaterów jakiś nowy odcień. Wydaje mi się niestety, że to złudzenie i nadzieja zdecydowanie na wyrost.
Z Żar Telemanna pozostało niezbyt wiele, a może raczej zostało wiele, ale w stanie, który niewiele przypomina to, co widział na własne oczy i czego doświadczał. Jeśli za inspiracją dla Telemanna uznać architekturę, to moglibyśmy sądzić, że dworski przepych podpowiadał mu dźwięki francuskich uwertur i wyrafinowanej muzyki kameralnej. Jednak nie znajdziemy dla tej tezy żadnego potwierdzenia, bo znajdujący się dziś w pożałowania godnym stanie pałac Promnitzów mógłby skłonić kompozytora co najwyżej do pisania lamentów i kantat żałobnych.
Współczesne trakty komunikacyjne poszatkowały historyczną substancję miejską w taki sposób, że nie sposób już powiedzieć, gdzie rozciągały się łąki, jaki układ miały przypałacowe ogrody i co widział podróżnik zbliżający się do miasta.
Pomimo wszystko Żary zachowały unikalny klimat, który jest dzisiaj bez wątpienia dużo bardziej eklektyczny niż w czasach Jerzego Filipa, ale z detali i troskliwie wyszukiwanych perspektyw można wykreować sobie obraz rzeczywistości, która miała w sobie majestat wielkich rezydencji i spokój lubuskiej natury. Czy to przekładało się jakoś na twórczość Telemanna, nie będziemy potrafili nigdy powiedzieć.