Zbąszyń

W roku 1709 w Zbąszyniu z całym dworem pojawił się August II Mocny. Niewiele wiemy o jego pobycie w mieście nad Obrą, ale kronikarze nie pozostawiają wątpliwości, że wśród setek osób towarzyszących monarsze udającemu się do Drezna była pokaźna gromadka muzykantów i muzyków. Ci pierwsi zapewniali rozrywkę żołnierzom i niższej rangi dworzanom, podczas gdy ci drudzy towarzyszyli dworskiej elicie.

To tylko niewiele znaczące wydarzenie w życiu Augusta II Mocnego, coś niezauważalnego w przypadku władcy rządzącego w dwóch państwach, uczestniczącego w nieprzerwanych wojnach, intryganta i, jak piszą historycy, „rozpustnika”. Z naszego punktu widzenia ma ono charakter symboliczny. Przypomina po prostu, że dzisiejsza Ziemia Lubuska znajdowała się na szlaku podróży polsko-saskiego dworu, jego oficjeli, a także trakt poczty królewsko-elektorskiej przez kilkadziesiąt lat. Co prawda w roku 1709 Telemanna nie było już w tych stronach, więc w tej konkretnej sytuacji nie doszło do jego spotkania z królem, ale wcześniej, pod koniec września 1705 roku August II Mocny zatrzymał się w Żarach, a Telemann miał okazję, by zaprezentować wtedy swoją międzynarodową orkiestrę.

Decyzje polityczne Augusta II wiele razy wpływały wprost na życie Telemanna. W szczególności tzw. wojny nordyckie (północne), które toczyły się w tych stronach przynajmniej kilkukrotnie zmuszała Telemanna do zmiany planów, a nawet do ucieczki z Żar.

Ani Żary, ani Zbąszyń, ani żadna inna miejscowość w naszych stronach nie były królewskimi siedzibami, ale stawały się nimi okazjonalnie i dzisiaj możemy posłużyć się tymi wydarzeniami, jako punktem zaczepienia do naszej muzycznej opowieści.

W przypadku Zbąszynia powinniśmy koniecznie wspomnieć o jeszcze jednej okoliczności, która tak bardzo wiąże się z pobytem Telemanna w naszych stronach, a także na Mazowszu i w Małopolsce. Jest nią oczywiście jego fascynacja polską muzyką ludową. Poznawał ją na dwa sposoby: po pierwsze, dzięki polskim muzykom, którzy pracowali w jego żarskiej orkiestrze. Niestety nie dysponujemy zbyt wieloma świadectwami historycznymi, które powiedziałyby nam coś więcej na temat polskich współpracowników Telemanna, wiemy jedynie, że byli. Podobnie zresztą jak wiemy, że polscy muzycy grali, obok m.in. Niemców, Czechów, Włochów i Francuzów w dworskiej kapeli Augusta II Mocnego. Po drugie, Telemann słuchał muzyków ludowych. Wiemy to z jego autobiografii, a przede wszystkim słyszymy w jego muzyce.

Trudno powiedzieć, czy kiedykolwiek zetknął się osobiście z folklorem wielkopolskim, w tym oczywiście z tradycją „Regionu Kozła”. Nie wspomina o tym w swoich tekstach, ale zdziwiłbym się bardzo, gdyby okazało się, że nic o wielkopolskich dudach nie wiedział, tym bardziej, że w całej Europie dudy i dudziarze jednoznacznie się z Polską kojarzyli. Najważniejszym wszakże dowodem jest muzyka Telemanna, w której instrumenty ludowe odzywają się bardzo często, pod warunkiem, że muzycy potrafią je w niej odnaleźć. Są bowiem takie miejsca, gdzie ich obecność jest oczywista i takie, gdzie jest zakamuflowana, czy nawet zaszyfrowana. By być dobrym wykonawcą muzyki Telemanna nie wystarczy być sprawnym muzykiem, trzeba być podobnie jak sam kompozytor muzycznym erudytą z oczami i uszami otwartymi na bardzo różnorodne dźwięki. O tym niech przypomina nam koncert w Zbąszyniu.